Czytaj dalej

Potnij tę książkę

patrz-w-niebo

2 kwietnia to Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci.

Pamiętacie gorące spory o Pierwszą książkę mojego dziecka przygotowaną przez Fundację ABC XXI pod patronatem Ministerstwa Kultury i hojnie przez nie dofinansowaną? Książka, która trafiała do rodziców nowo narodzonych dzieci, miała być pierwszą dziecięcą lekturą, za pomocą prostych wierszyków (z dodatkiem klasyki – wykorzystano m.in. nieśmiertelną Lokomotywę) i kolorowych ilustracji wprowadzającą dzieci w świat, i przeznaczona była do czytania dzieciom od urodzenia. Projekt ambitny i potrzebny, ale jego realizację protestujący przeciwko niemu ludzie kultury nazwali „antytezą dobrej książki dla dzieci”.

Jakość tekstów i ilustracji, które najlepiej ocenić osobiście, wyraźnie wskazuje na jeden z podstawowych problemów gnębiących kulturę dla dzieci – jej lekceważenie przez dorosłych, przy deklaratywnym podkreślaniu jej wagi. Dla dziecka – więc musi być kolorowo i milutko, wierszyki muszą być rymowane, mniejsza o ich poziom, o dostosowaniu książki do percepcji dziecka i etapu jego rozwoju nikt nawet nie pomyślał. „Można odnieść wrażenie, że autorzy projektu, stawiając nacisk na samo czytanie, zlekceważyli medium, czyli książkę, uznając, że nie tak ważne już jest, co konkretnie się czyta i jak to coś wygląda” – mówiła wtedy Anna Czernow, literaturoznawczyni, obecnie prezeska Polskiej Sekcji IBBY.

Czernow: Nie zmuszajmy dzieci do czytania

Dyskusja wokół Pierwszej książki mojego dziecka – w której istotne miejsce zajmowały kierowane do Ministerstwa Kultury postulaty pracy nad odpowiedzialną polityką dotyczącą kultury dla dzieci – początkowo nie przyniosła żadnych skutków: ani ministerstwo, ani fundacja nie wydawały się skłonne podjąć prawdziwej rozmowy. Zmianę przyniosła dopiero zastąpienie na stanowisku ministra Bogdana Zdrojewskiego przez Małgorzatę Omilanowską, Pierwsza książka mojego dziecka przestała otrzymywać dofinansowanie (a warto wspomnieć, że otrzymywała je z odwołania, a więc wbrew rekomendacjom ministerialnych ekspertów). Pod koniec kadencji rządu pojawiły się nawet widoki na postulowany od dawna przez osoby związane z kulturą dla dzieci kongres tejże kultury, niestety PiS-owski minister nie uznał tematu za wart kontynuowania.

Tym bardziej cieszyć się wypada, że zmianę polityczną przetrwała jak dotąd inna inicjatywa zapoczątkowana za kadencji ministry Omilanowskiej i poprzedniego dyrektora Instytutu Książki – Grzegorza Gaudena. Chodzi o organizowany przez Instytut konkurs TRZY/MAM/KSIĄŻKI, którego celem jest wyłonienie czytelniczego „trójpaku” – „zestawu trzech książeczek, które rosnąć będą wraz z dzieckiem, od noworodka po przedszkolaka”. Choć nie mówiono tego wprost, założenia konkursu wskazywały, że środowisko kultury dziecięcej protestujące przeciwko Pierwszej książce mojego dziecka zostało jednak usłyszane. Tym razem to naprawdę dzieci miały być adresatami projektu, z czego wynikał właśnie pomysł „trójpaku” – bo nie da się stworzyć jednej książki, która przeznaczona byłaby dla półroczniaka i trzylatki. Jednocześnie atrakcyjność książek dla rodziców także się liczyła, bo uznano, że zestaw „powinien ułatwić im współobecność i wprowadzenie w świat książek”. Wreszcie dowodem poważnego potraktowania tematu było powołanie profesjonalnego jury, złożonego z osób zawodowo zajmujących się książką dla dzieci (w pierwszej edycji były to m.in. Anna Czernow, pisarka, graficzka i krytyczka Joanna Olech i ilustratorka Krystyna Lipka-Sztarbałło).

Pierwszą edycję konkursu rozstrzygnięto w grudniu 2015 roku, ale zwycięski trójpak ukazał się na rynku dopiero w tym roku, nakładem Wydawnictwa Muchomor. Zestaw Popatrz w niebo 1, 2 i 3 Joanny Gębal i Moniki Zborowskiej łączy motyw kosmosu – w pierwszej książce przywołanego w formie oszczędnych abstrakcyjnych kształtów kojarzących się z konstruktywizmem. Autorki nie poszły tu tropem najbardziej oczywistym, czyli znanych z większości książek czy kart przeznaczonych dla najmłodszych dzieci prostych kontrastowych kształtów wykorzystujących dwa lub co najwyżej trzy kolory. Tu kolorów jest więcej, nie ma jednak mowy o krzykliwości czy chaosie.

Popatrz-w-niebo

Stonowana kolorystyka łączy wszystkie części. W drugiej, którą oglądamy nietypowo – w pionie – patrzymy na to, co ponad nami, wysoko i trochę niżej: planety, gwiazdy, samoloty, ptaki i obłoki. Prosty tekst wprowadza rzeczowniki i przymiotniki, zilustrowane w sposób kojarzący się dziecku z jego otoczeniem (planeta, która jest zimna, ma na sobie czapkę z pomponem i szalik). Ziemia, planeta, na której jest bardzo tłoczno, na mnie robi smutne wrażenie, nieodparcie kojarząc się ze skalą eksploatacji i zanieczyszczenia środowiska. Nie bójcie się wspomnieć w czasie lektury, że o Ziemię trzeba dbać.

Trzecia książka to prosta historia o Księżycu, który szuka towarzysza zabawy. Wędrujemy razem z nim przez śpiące łąki, las, miasto, widzimy śpiące zwierzęta i ludzi, aż spotykamy chłopca, który również nie ma z kim się bawić. Warto spojrzeć, jak ewoluował pomysł – w wersji zgłoszonej na konkurs historia opowiedziana była wierszem, choć już wtedy zapowiadano, że zastąpiony on zostanie prozą – ta zmiana na pewno wyszła książce na dobre.

Popatrz-w-niebo-3

W moje ręce kosmiczny trójpak trafił w momencie, kiedy M. był już zaawansowanym wiekowo odbiorcą drugiej książki. I zgodnie z założeniami pierwszą książką z zestawu niemal się nie zainteresował, choć drugą i trzecią bardzo polubił. Skorzystałam więc z praktycznej porady umieszczonej na okładce „jedynki” i… pocięłam książkę na pojedyncze karty (muszę wyznać, że była to prawdziwa transgresja). Obrazki są tak skonstruowane, że po pocięciu zyskujemy możliwość układania nowych kształtów, a książka zyskuje nowe życie. Za ten pomysł autorki mają u mnie duży plus.

Popatrz-w-niebo-1

Jest i niewielki minus – za graficzną formę tekstu w ostatniej części, która sprawia, że nie jest on łatwy do czytania. Ale poza tym zastrzeżeniem mam o tym zestawie do powiedzenia same dobre rzeczy – jest spójny, ciekawy graficznie, dostosowany do kolejnych etapów wiekowych, z części drugiej i trzeciej dziecko nie wyrośnie bardzo szybko, no a pierwsza ma potencjał transformacji.

Co czytają dzikie stwory

W księgarniach obecny jest jeszcze jeden zestaw będący pokłosiem konkursu – Raz, dwa trzy patrzymy, Raz, dwa, trzy słyszymy i Raz dwa trzy mówimy Joanny Bartosik to trójpak, który w pierwszej edycji zdobył wyróżnienie, a wydało go Wydawnictwo Widnokrąg. To również atrakcyjny, choć nieco bardziej konwencjonalny cykl, połączony spójnym konceptem – w pierwszej części PATRZYMY na kontrastowe kształty – ludzi, zwierzęta, owoce – w drugiej słyszymy dźwięki typu „A kuku” czy „Gadu gadu” (u nas skutkiem są wypowiedzi M. o treści: „Mama gada”, „Tata gada”), w trzeciej wreszcie mówimy razem z bohaterami dowcipne, rymowane zdania, dzięki którym dziecko poznaje zwroty grzecznościowe („Przepraszam, że przestraszam”, „Cześć, chciałbym cię zjeść”) – i głośno się śmieje.

raz-dwa-trzy-mowimy

Niestety do tego zestawu mam też jedno poważne zastrzeżenie – w części pierwszej jedna z ilustracji – czarna twarz skontrastowana z białą – to klasyczny golliwog, groteskowy wizerunek czarnoskórej lalki uosabiający rasistowskie stereotypy. Rozumiem, że w kraju, w którym motyw ten wciąż wykorzystywany jest na dostępnej w sklepach margarynie, nie budząc najwyraźniej oburzenia, obrazek ten jest dla autorki przezroczysty, nie powinien jednak być przezroczysty dla wyróżniającej projekt instytucji publicznej. Na szczęście, choć w tym wypadku nie przeczytamy na okładce praktycznej porady pocięcia książki, możemy to zrobić, usuwając parę, która nie powinna się znaleźć wśród innych.

raz-dwa-trzy-slyszymy

Pomijając tę istotną skuchę, oba trójpaki mają jedną poważną wadę w porównaniu do tak krytykowanej Pierwszej książki mojego dziecka – nie dostaną ich bezpłatnie rodzice nowo narodzonych dzieci (przy czym Pierwsza książka trafiła do wszystkich świeżo upieczonych rodziców tylko w kilku województwach, nie w całej Polce), kupią je ci, którzy mogą sobie na to pozwolić i którzy najpewniej i tak rozumieją już wagę kontaktu dziecka z książką od urodzenia. Byłoby wspaniale, gdybyśmy w przyszłości doczekali połączenia założeń obu projektów – powszechnego i bezpłatnego dostępu Pierwszej książki (a także dołączenia do zestawu wskazówek dotyczących czytania z dzieckiem i opieki nad nim – choć na poziomie lepszym niż w przypadku Pierwszej książki) oraz wysokiej jakości i uwzględnienia rozwoju dziecka zestawów TRZY/MAM/KSIĄŻKI.

PS. Projekty nagrodzone w drugiej edycji konkursu Instytutu Książki można obejrzeć tutaj.

Zdjęcia w tekście: Magda Majewska

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.